Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beaded jewellery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beaded jewellery. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 listopada 2020

Meduza

Kiedyś sprezentowano mi ten naszyjnik, który do chwili obecnej należy do moich ulubionych i który noszę na codzień i od święta. Lubię te dyndające daggery i to że jest inny niż ręcznie robione naszyjniki. Metalowa wytłoczka, którą kiedyś udało mi się kupić jest na tyle oryginalna, że poza tym naszyjnikiem nie spotkałam nigdzie jak do tej pory. Niedawno znajoma zachwyciła się nim tak, że poprosiła o wykonanie takiego samego naszyjnika na prezent, bo akurat szuka czegoś dla swojej znajomej. Dodała, że ta osoba nosi oryginalną biżuterię i że coś takiego z pewnością będzie się podobać. To był argument na tyle mocny, że nie było wyjścia. 


Pierwowzór zrobiła mistrzyni tej techniki biżuteryjnej, której prace zawsze mnie zachwycają. Po krótkiej konsultacji z Kasią zrobiłam swoją wersję bliźniaczą (prawie) wisiorka antiquitates. Co wyszło możecie porównać z oryginałem. 






Piękny dzień dzisiaj, więc korzystajcie ze słońca i ja też za moment wychodzę na spacer. Może uda się wyciągnąć resztę rodziny. 

Serdecznie dziękuję za wasze odwiedziny i komentarze. Pozdrawiam wszystkich i miłego weekendu życzę.

niedziela, 2 lutego 2020

Agat 'królewski'

Taki kamyk kiedyś znalazłam na zagranicznym portalu aukcyjnym. Tak mi się spodobał, że postanowiłam o niego zawalczyć, tym bardziej, że cena wywoławcza nie była wysoka. Niewiele wiedząc o licytowaniu wtedy siedziałam do 4 rano i klikałam podbijając cenę, aby wykosić konkurencję (a mógł to za mnie zrobić system, o czym dowiedziałam się później). No i udało się. Miałam obawy czy kamień do mnie dotrze, bo sprzedawca nie należał do tych ze 100% pozytywnych opinii, ale w tym przypadku wystawiłam mu/jej komentarz baaardzo pozytywny. Potem było kombinowanie z oprawą, bo kamień był konkretnych rozmiarów i sam w sobie na tyle ładny, że nie chciałam przesadzić. Natura wykonała większość pracy za człowieka.





Ostatnio blogger spłatał mi kolejnego figla, bo nie dość, że już mam problemy z komentowaniem na większości blogów, nie mogę odpowiadać na Wasze komentarze na swoim blogu to jeszcze na dodatek nie mogłam się wczoraj zalogować, aby napisać post. Dzięki podpowiedzi koleżanki udało się, ale nie wiem na jak długo i czy za parę tygodni nie skończy się moja przygoda z blogowaniem zupełnie. Będzie mi szkoda, bo długa droga za mną i nie wiem, czy będzie mi się chciało nowy blog zaczynać. Większość życia wirtualnego toczy się obecnie na portalach społecznościowych, blogi odchodzą do lamusa.
Na razie jednak jeszcze tu jestem, skąd serdecznie Was pozdrawiam, dziękuję za wizyty i komentarze. Życzę miłej niedzieli i udanego tygodnia. Za tydzień wytęsknione FERIE.

piątek, 16 sierpnia 2019

Oczarowanie czaroitem

Ten kamień to nabytek z ostatniej giełdy minerałów. Wpadł mi w oko dość późno, kiedy miałam zamiar wracać do domu, bo niezłą sumę już wydałam i tłum zwiedzających zgęstniał tak że trudno było  spokojnie oglądać i oddychać. Ale jak tu wychodzić kiedy takie skarby leżą i oczko puszczają. 


W pierwszej chwili pomyślałam, że nie kupię kolejnego kamienia, bo byłby następnym wśród wielu czekających na swoją kolej. Na dodatek cenę miał odstraszającą. 


Zrobiłam jeszcze parę kółek zerkając na niego, aż w końcu zatelefonowałam do koleżanki, pokazałam jej zdjęcie kamienia, a ona od razu: 'Piękny. Chcę. Nie mam niczego w fiolecie. Kup go koniecznie.' 


Czaroit dostał dla towarzystwa gronko oponek ametystu, rubinu i kwarcu. Takiego wisiorka jeszcze dla niej nie robiłam, ani dla siebie. Spodobał się, mnie również. Dlatego szukam teraz podobnego kamienia, aby zrobić naszyjnik dla siebie.


Fiolet okazał się trudny do sfotografowania - ciągle wyglądał jak niebieski. Trzeba było kombinować z tłem i światłem. Konieczne było drugie podejście. W końcu wybrałam kilka fotek.


Czaroit to kamień bardzo ciekawy. Jak dotychczas jedyne stwierdzone miejsce występowania tego minerału znajduje się w dorzeczu rzeki Czary we wschodniej Syberii. Spotykany jest tam na obszarze o powierzchni około 10 km². 


Wikipedia podaje: Po raz pierwszy znaleziony został w 1948 r. przez rosyjskiego geologa W. G. Dietmara, ale dopiero inny geolog - J. G. Rogow, który natknął się na ten kamień ponownie w 1974 r. przyczynił się do tego, że kamieniem zachwycił się świat. Podarował kawałek fioletowej skały o jedwabistym połysku swojej żonie, również geolog, która postanowiła okaz zbadać. Okazało się, że jest to nowy, nieznany minerał o skomplikowanym składzie chemicznym. Odkrycie to potwierdziła Komisja d.s.  Badań Minerałów w Moskwie, a w 1977 r. Komisja d.s. Nowych Minerałów przy Międzynarodowym Stowarzyszeniu Mineralogicznym nadała nazwę nowemu minerałowi: CZAROIT od rzeki Czara, gdzie występuje.


Znalazłam również informację, że miejsce wydobycia czaroitu zostało zamknięte z powodu wyczerpania się złoża. Co za tym idzie ceny tych okazów, które dotychczas zostały puszczone w obieg są adekwatnie wysokie i że najprawdopodobniej jeszcze będą rosnąć.

Lektura właściwości tego minerału tu sprawiła, że poszukiwania odpowiedniego kamienia dla siebie nasiliłam.

Na dzisiaj już koniec. Serdecznie Was pozdrawiam, dziękuję za miłe słowa w komentarzach i do kolejnego postu.
Łapcie słońce, bo pogoda cudna, a koniec wakacji już się zbliża. 

niedziela, 21 lipca 2019

Kamień obrazowy - donut

W końcu mam i ja. Ten kamień pojawił się już w moich pracach dwukrotnie (klik), (klik), ale naszyjniki pojechały do nowych właścicielek, a 'szewc bez butów chodzi' - jak mówią. Żeby mi się nie nudziło robić kolejny podobny wisiorek poprosiłam o wycięcie kamienia o formie donuta. W rezultacie, to co dostałam może nie było tym czego oczekiwałam, ale do zaakceptowania. 

Mariacyt to intrygujący minerał. Mimo, że ma zupełnie nie moje kolory, przekonuje mnie jego 'krajobrazowy' rysunek. Poza tym jest to kamień z Dolnego Śląska, a po trzecie podobno oddziałuje uspokajająco na człowieka, więc niczego więcej nie potrzebuję, żeby chcieć go wśród swoich biżutków.

Poniżej zamieszczam rezultat zmagań z igłą i aparatem, który nie chciał współpracować dzisiaj ze mną i mimo różnych ekspozytorów naszyjnik ciągle wyglądał zbyt żółto.









Potrzebowałam czegoś na większą okazję, więc zrobiłam wersję z kręconym sznurem w odcieniach złota, brązu i beżu. Do tego koraliki fire polish w cudownym opalizującym kolorze. Czekam teraz na okazję, aby go założyć 😉.



Dziękuję Wam za Wasze wizyty i komentarze. Pozdrawiam ciepło i wakacyjnie i do następnego postu.

niedziela, 24 marca 2019

Agat z ważką II

Mój poprzedni naszyjnik z ważką, który pokazałam tu spodobał się komuś na tyle, że musiałam zrobić podobny. Miał być identyczny, ale mimo najszczerszych chęci nie dałam rady. Minerały są raczej niepowtarzalne i to nie tylko w kwestii koloru czy wzoru, kształtem też się różnią. Zbyt wiele różnic i wisiorka nie dało się powtórzyć. Ale spodobał się nowej właścicielce i to najważniejsze.

Najpierw była wersja bez ważki.



Ostatecznie jakaś usiadła i została na dobre 😉




Pozdrawiam Was ciepło i udanych spacerów życzę. 


środa, 25 lipca 2018

Agat z ważką

Spora ważka i jeszcze większy agat dendrytowy spotkały się w jednym wisiorku. Agat trochę mnie rozczarował, kiedy otworzyłam kopertę z przesyłką z zagranicznego sklepu. Spora część kamyka była jakaś rozmazana, byle jaka, czego nie było widać na zdjęciach u sprzedawcy. 
Wiem teraz, że w czasach powszechnego polepszania, przerabiania i podrabiania parę kliknięć myszką w odpowiednim programie wystarczy, że coś (albo ktoś) niepozorne nabiera rumieńców. W realu już tak łatwo nie jest, więc agat powędrował do pudła.

Przypadkiem wpadła mi w ręce mosiężna ważka, o której zupełnie zapomniałam, że ją mam. Trochę przymierzania, obracania ważką po kamyku, szybka decyzja i wisior prawie gotowy.






Pierwszy raz trafił mi się kamień półprzezroczysty.


Jest mi bardzo miło powitać nowe obserwatorki mojego bloga. Mam nadzieję, że nie zawiodę Waszych oczekiwań.

Pozostałym obserwatorkom bardzo dziękuję za miłe komentarze. Pozdrawiam wszystkich gorąco, życzę pięknej pogody za oknem i w duszy i do następnego postu.




sobota, 1 kwietnia 2017

Dla Ewy - For Ewa

Na początek krótka historia rodzinna. Ewa to moja kuzynka, którą odszukałam po baaardzo wielu latach zupełnego braku kontaktu. Wyjechała z rodzinnej miejscowości najpierw na studia, a potem z mężem w inny koniec Polski. Z jej mamą natomiast spotykałam się podczas wizyt rodzinnych. Kiedyś ciocia powiedziała 'Ja niedługo oczy zamknę, a wy z Ewą już się nie odszukacie.' Dała mi wtedy jej numer telefonu no i w końcu się spotkałyśmy. Odwiedziny były krótkie i czuję niedosyt, ale z pewnością niedługo znowu się zobaczymy i może na dłużej to się nagadamy.

Ewa is my cousin whom I reunited with after a really long time. It was in fact her mother who made us met again. She gave me her phone number and eventually Ewa visited me last week. I wanted to give her a present - a piece of handmade jewellery, but I totally didn't know what she liked and if she wore any jewellery. My first decision was to make a black bracelet with gold findings. While visiting us she spotted the necklace presented in the pictures and liked so much that I gave it to her together with the bracelet mentioned.


Chciałam jej dać coś w prezencie - jakiś własnoręcznie robiony biżutek. W pierwszym odruchu zdecydowałam się na kolor czarny w połączeniu ze złotem, bo to taki uniwersalny zestaw i zawsze się sprawdzi. Zrobiłam bransoletkę z kulek onyksu (nie zdążyłam uwiecznić, ale jeszcze taką zrobię dla siebie). Naszyjnik widoczny na zdjęciach leżał gotowy i czekał na obfocenie. Spodobał się i razem z bransoletką powędrował do nowej właścicielki.


Ten naszyjnik powstał pod wpływem zauroczenia kwiatowym w stylu vintage elementem. Nie bardzo nadawał się do haftu i przyznam, że głowiłam się jak go ubrać. Ostatecznie wyszło coś co widać na zdjęciach.





A poniżej rezultat polowania z aparatem podczas spaceru w zeszłą niedzielę. 






To na dzisiaj wszystko. Za oknem cudne słońce i weekend zapowiada się hmmm... będę myć te okna:))) A Wam życzę udanego weekendu, długich spacerów i ładowania akumulatorów, bo kwiecień   plecień, wiadomo - śniegiem może sypnąć. Lecę odpukać.



środa, 15 lutego 2017

Na czarno

Niedawno musiałam w naprawdę krótkim czasie zrobić coś co mogłabym założyć do czarnej sukienki wieczorowej. Zaglądnęłam do skrzyneczki z biżutkami, jednej, drugiej i nic co by pasowało nie mogłam w nich znaleźć. Nie było wyjścia innego jak chwytać za igłę, koraliki i wziąć się do pracy. Na dodatek trzeba było ograniczyć się do materiałów posiadanych aktualnie w domu, bo właśnie był piątkowy wieczór, a jak piątek to weekendu początek i jak tu gdzieś cokolwiek kupić.; szczególnie w sytuacji, kiedy koralikowe zakupy czynię tylko za pośrednictwem internetu.


Parę tygodni wcześniej oglądałam na YT filmik Sary Spoltore z instrukcją wykonania właśnie takiego wisiorka. Ponieważ elementy, z których składa się ta zawieszka już kiedyś robiłam przy okazji innej pracy, więc szlak był przetarty. Praca okazała się szybka i prosta. Dałam radę w przyspieszonym tempie zmontować to co widać na zdjęciach.






Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze i życzę pięknego dnia.
(luty za połową, walentynki odczynione, ptaki śpiewają głośniej - czekam wiosny:)))))


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...