Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beaded rope. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beaded rope. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 lutego 2020

Agat 'królewski'

Taki kamyk kiedyś znalazłam na zagranicznym portalu aukcyjnym. Tak mi się spodobał, że postanowiłam o niego zawalczyć, tym bardziej, że cena wywoławcza nie była wysoka. Niewiele wiedząc o licytowaniu wtedy siedziałam do 4 rano i klikałam podbijając cenę, aby wykosić konkurencję (a mógł to za mnie zrobić system, o czym dowiedziałam się później). No i udało się. Miałam obawy czy kamień do mnie dotrze, bo sprzedawca nie należał do tych ze 100% pozytywnych opinii, ale w tym przypadku wystawiłam mu/jej komentarz baaardzo pozytywny. Potem było kombinowanie z oprawą, bo kamień był konkretnych rozmiarów i sam w sobie na tyle ładny, że nie chciałam przesadzić. Natura wykonała większość pracy za człowieka.





Ostatnio blogger spłatał mi kolejnego figla, bo nie dość, że już mam problemy z komentowaniem na większości blogów, nie mogę odpowiadać na Wasze komentarze na swoim blogu to jeszcze na dodatek nie mogłam się wczoraj zalogować, aby napisać post. Dzięki podpowiedzi koleżanki udało się, ale nie wiem na jak długo i czy za parę tygodni nie skończy się moja przygoda z blogowaniem zupełnie. Będzie mi szkoda, bo długa droga za mną i nie wiem, czy będzie mi się chciało nowy blog zaczynać. Większość życia wirtualnego toczy się obecnie na portalach społecznościowych, blogi odchodzą do lamusa.
Na razie jednak jeszcze tu jestem, skąd serdecznie Was pozdrawiam, dziękuję za wizyty i komentarze. Życzę miłej niedzieli i udanego tygodnia. Za tydzień wytęsknione FERIE.

niedziela, 21 lipca 2019

Kamień obrazowy - donut

W końcu mam i ja. Ten kamień pojawił się już w moich pracach dwukrotnie (klik), (klik), ale naszyjniki pojechały do nowych właścicielek, a 'szewc bez butów chodzi' - jak mówią. Żeby mi się nie nudziło robić kolejny podobny wisiorek poprosiłam o wycięcie kamienia o formie donuta. W rezultacie, to co dostałam może nie było tym czego oczekiwałam, ale do zaakceptowania. 

Mariacyt to intrygujący minerał. Mimo, że ma zupełnie nie moje kolory, przekonuje mnie jego 'krajobrazowy' rysunek. Poza tym jest to kamień z Dolnego Śląska, a po trzecie podobno oddziałuje uspokajająco na człowieka, więc niczego więcej nie potrzebuję, żeby chcieć go wśród swoich biżutków.

Poniżej zamieszczam rezultat zmagań z igłą i aparatem, który nie chciał współpracować dzisiaj ze mną i mimo różnych ekspozytorów naszyjnik ciągle wyglądał zbyt żółto.









Potrzebowałam czegoś na większą okazję, więc zrobiłam wersję z kręconym sznurem w odcieniach złota, brązu i beżu. Do tego koraliki fire polish w cudownym opalizującym kolorze. Czekam teraz na okazję, aby go założyć 😉.



Dziękuję Wam za Wasze wizyty i komentarze. Pozdrawiam ciepło i wakacyjnie i do następnego postu.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Cellini razy trzy - Three times cellini

Niedawno porządkując koraliki zauważyłam sporą ilość tych w rozmiarze 8o. Do niczego się tak dobrze nie nadają jak do kręconych bransoletek szydełkowych. Ponieważ w szkatułce na biżuterię nie miałam już ani jednej więc się za bardzo nie zastanawiałam czy tak, tylko z których i do czego. Przyjemnie się je nawleka i dzierganie szybko idzie, szczególnie w podróży, i szczególnie tej długiej. Tak się rozpędziłam, że mam już trzy, a zestawów kolorystycznych przygotowałam na kolejne trzy. Myślę, że dam radę do końca wakacji i że jeszcze je ponoszę tego lata. Takie żywe, odważne zestawy królują u mnie głównie latem. Potem już głównie niebiesko, szaro, granatowo, czasem fiolet - nudnawo.

Mój dzisiejszy kolorowy zakręcony zestaw bransoletkowy. Wzór tu


Pierwsze moje sznury szydełkowe były gładkie z ewentualnym wzorkiem żmudnie nawlekanym. Na widok takiej kręconej cellini mój małżonek rzekł: 'Skręciła ci się' :/.









Pozdrawiam wszystkich cieplutko i miłego tygodnia życzę.

piątek, 29 lipca 2016

Mała rzecz a cieszy

Ostatnio ciągle poza domem, a skoro tak to i do internetu raz dostęp jest raz nie. Różnie. Tego posta sklecałam na raty. Wybaczcie, że zaniedbuję Wasze blogi, ale po prostu nie daję rady tak wolno działa tu internet, że strony się nie otwierają.

Poniższą pracę wykonałam już z miesiąc temu. Kupiłam zawieszkę ze szkła weneckiego w pięknym limonkowym kolorze (ostatnio ten kolor za mną chodzi). Normalnie jeszcze z trzy lata temu zawiesiłabym ją na sznurku lub rzemyku, ale skoro umiem sobie zrobić sznur z koralików to zrobiłam sznurek twisted herringbone na cztery koraliki. Sznureczek ma wplecioną nutkę szafiru, bo i to połączenie jakoś mnie nie odstępuje. I gotowe.

Taki drobiazg na lato.


Fotki zrobione przy użyciu niesamowitych znalezisk morskich, które znajduję w tutejszym ogródku skalnym. W tym roku przybył niesamowity korzeń cały 'obrośnięty' muszlami po omułkach (chyba).



Tutaj korzeń w całości. Jest fantastyczny.


Poniżej fragment domu, w którym mieszkamy w czasie pobytu w Nowęcinie. Pewnego dnia usłyszeliśmy bardzo blisko klekot bocianów. Okazało się, że młoda para zasiadła na kominie i hałasowała aż miło.
Może zrobią tu gniazdo? Rusztowanie mają przygotowane. Sie zobaczy:) gdy, albo jeśli przyjedziemy tu za rok...


Pokażę Wam nasze sielankowe widoczki zaokienne.





Na dzisiaj to wszystko. Pogoda od rana dopisuje więc zaraz lecimy na plażę. W niedzielę powrót do domu, więc trzeba się nacieszyć morzem i plażą bo kolejny raz nie wiadomo kiedy.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i do następnego razu.

niedziela, 15 maja 2016

Sztylety, sztyleciki ...

Parę tygodni temu podjęłam próbę chociaż częściowego uporządkowania mojego koralikowego bajzlu. Mimo, że jestem posiadaczką aż trzech organizerów, to ogarnęłam nimi zaledwie drobne koraliki okrągłe. Pozostałe leżą w workach, woreczkach, pudełkach itd. Gdy planuję zrobić nowy biżutek to szukanie, dobieranie kolorów i kształtów okazuje się zadaniem nie na moje nerwy i niejednokrotnie kończy się zakupem potrzebnych elementów, bo szybciej i łatwiej. 
W rezultacie zmagań z bałaganem powstał ten naszyjnik. Okazało się, że mam daggery w tym samym lub prawie tym samym kolorze (z zorzą lub bez), różniące się wielkością. Pojedyncze opakowanie raczej trudno byłoby do czegoś użyć, ale cztery czy pięć, mimo że w różnym rozmiarze, już prędzej.









Sznur zrobiony jest głównie z koralików Toho frosted dark bronze - koloru, na który dłuuuuugo czekałam. Jest to chłodny odcień ciemnego brązu i dodatkowo z efektem szronu. Gdy je zobaczyłam w ofercie sklepu w rozmiarze 11/0 to prawie odtańczyłam taniec Hula :))))


To wszystko na dzisiaj. Pozdrawiam wszystkich odwiedzających i dziękuję za pozostawione tu słowa. Miłej niedzieli i do następnego postu :))
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...