Taki kamyk kiedyś znalazłam na zagranicznym portalu aukcyjnym. Tak mi się spodobał, że postanowiłam o niego zawalczyć, tym bardziej, że cena wywoławcza nie była wysoka. Niewiele wiedząc o licytowaniu wtedy siedziałam do 4 rano i klikałam podbijając cenę, aby wykosić konkurencję (a mógł to za mnie zrobić system, o czym dowiedziałam się później). No i udało się. Miałam obawy czy kamień do mnie dotrze, bo sprzedawca nie należał do tych ze 100% pozytywnych opinii, ale w tym przypadku wystawiłam mu/jej komentarz baaardzo pozytywny. Potem było kombinowanie z oprawą, bo kamień był konkretnych rozmiarów i sam w sobie na tyle ładny, że nie chciałam przesadzić. Natura wykonała większość pracy za człowieka.
Ostatnio blogger spłatał mi kolejnego figla, bo nie dość, że już mam problemy z komentowaniem na większości blogów, nie mogę odpowiadać na Wasze komentarze na swoim blogu to jeszcze na dodatek nie mogłam się wczoraj zalogować, aby napisać post. Dzięki podpowiedzi koleżanki udało się, ale nie wiem na jak długo i czy za parę tygodni nie skończy się moja przygoda z blogowaniem zupełnie. Będzie mi szkoda, bo długa droga za mną i nie wiem, czy będzie mi się chciało nowy blog zaczynać. Większość życia wirtualnego toczy się obecnie na portalach społecznościowych, blogi odchodzą do lamusa.
Na razie jednak jeszcze tu jestem, skąd serdecznie Was pozdrawiam, dziękuję za wizyty i komentarze. Życzę miłej niedzieli i udanego tygodnia. Za tydzień wytęsknione FERIE.




































