Jakiś czas temu kupiłam sznur amazonitu do jakiegoś naszyjnika. Nie zużyłam wszystkich kulek i część z nich zalegała w pudle czekając na przypływ mojej weny. Do wspomnianego naszyjnika powybierałam kulki podobne do siebie, a te co zostały to trochę jak 'każdy kundel z innej budy'. No i był problem, bo co by tu z tego zrobić. Ostatnio jednak stwierdziłam, że w zasadzie w przypadku minerałów różnice w kolorze, odcieniu czy wzorze to zjawisko typowe i naturalne i że to cecha wyróżniająca je od plastikowych bransoletek z odpustu.
Nie byłabym sobą gdybym nie utrudniła sobie życia i nie wymyśliła oplecenia kulek koralikami zamiast nanizać je po prostu na gumkę i gotowe.
Myślałam, że będzie łatwo, prosto i przyjemnie, ale nie było, bo zmodyfikowałam wzór, co w rezultacie bardzo utrudniło mi pracę.
Bransoletka wygląda jak na fotkach - skromnie, ale na opalonym nadgarstku prezentuje się super. Nie rozstaję się z nią od paru tygodni.
Można nosić na obie strony.
Serdecznie dziękuję wszystkim za miłe komentarze pod poprzednimi postami. Życzę Wam miłego wypoczynku, bo pogoda dopisuje.