W swojej twórczości koralikowej popełniłam już kilka lariatów, ale ten prezentowany na blogu to numer III. Podobnie jak poprzednio użyłam koralików Toho Hex, które ze względu na wielkość i blask są sympatycznym materiałem do pracy. Nawlekanie, dzięki młynkowi spin&string, też poszło całkiem żwawo.
Tego typu robótki dobrze się dzierga gdy się jest poza domem i nie ma się ciekawszego zajęcia, np. w czasie długiej podróży jak było w tym przypadku, albo jak w przypadku poprzednich, podczas pobytu z dzieckiem na placu zabaw.
Ponad połowę tego naszyjnika wydziergałam kiedy jechaliśmy na wczasy, a resztę w drodze powrotnej:)). Co więcej zdjęcia edytowałam również podczas podróży i ten post oczywiście piszę z pozycji kanapy samochodowej.
Tak więc - można by stwierdzić - lariat podróżny:)
Serdecznie dziękuję za Wasze komentarze i odwiedziny na blogu. Życzę udanego wypoczynku, bo pogoda temu sprzyja. Pozdrawiam i do następnego postu.












