Do tych minerałów mam wielką słabość. Może nie widać tego na moim blogu, a to z tego powodu, że głównie kupuję je przez internet i niestety zdjęcia większości zostały 'sfotoszopowane' przez sprzedających. Piękne na stronie sklepu minerały w realu okazywały się takie sobie, na tyle nijakie, że nie chciało mi się za nie brać.
Niedawno znów zaryzykowałam, bo labki nie dość że mrugały do mnie pięknym ogniem to dodatkowo miały kształt markizy, a za minerałem w takim kształcie rozglądałam się od jakiegoś czasu. Tak więc kupiłam i jeden z nich właśnie ozdabia bransoletkę na zdjęciach. Tym razem zdjęcia nie były 'podkręcane'.
Chyba nigdy dotychczas żaden zakupiony element do biżuterii nie znalazł się w realizacji w tak krótkim czasie od zakupu. Zazwyczaj wędrują do pudła i tam sobie leżą jakiś czas. Z tym było inaczej. Chyba nie zdziwi to nikogo kto popatrzy na poniższe zdjęcia.
Sporo zdjęć zrobiłam tej bransoletce, bo chciałam pokazać wielobarwność minerału, który raz był niebieski, pod innym kątem prawie całkowicie złoty, a pod jeszcze innym zielono-beżowy.
Przydała by się trzecia ręka.
Wystarczy na dzisiaj i zdjęć i tekstu. Mam wolny dzień i mnóstwo planów w związku z tym. Pozdrawiam serdecznie i do następnego postu.
U mnie za oknem piękny dzień dzisiaj czego i Wam życzę.















